”You need to make a choice to take a chance, or your life will never change.” *

Beetlejuice the movie photo

Powrót na blog przypomina mi trochę te wszystkie filmowe sceny, gdy ktoś wprowadza się do opuszczonego domu – zdejmowanie prześcieradeł z mebli, wycieranie kurzu i pajęczyn, planowanie nowego zagospodarowania wnętrza. Okazja do nowego otwarcia, rozpoczęcia nowego etapu. Oczywiście w filmach na ogół nie idzie to tak ładnie, gładko, jakby bohaterowie chcieli. Jakieś duchy czy inne (nie zawsze metaforyczne) „trupy w szafie” domagają się uwagi, przeszkadzają czy coś.
Poniekąd podobnie jest i w życiu – bez przepracowania dawnych urazów, neuroz nie ruszy się tak prawdziwie, porządnie naprzód, nie dokona trwałej zmiany. Ale happy end jest możliwy =]

 

„6 to nowe 8”

Marzenie, o którym pisałam w ostatniej notce, się spełniło ;) Pierwsza praca na etat, co prawda na zastępstwo, ale dająca stabilność na kolejne kilka miesięcy. Wymagająca ode mnie paru wyrzeczeń, głównie z powodu dojazdów (nihil novi -_-‘). Przestawienie organizmu na 6h snu, rezygnacja z tańców czy innych spotkań w ciągu tygodnia (późne powroty skutkowałyby brakiem przytomności rano), wewnętrzne spinanie się i obawy, czy na pewno wszystko dobrze robię. Na szczęście to ostatnie dopada mnie coraz rzadziej, wszak różne testy, oceny okresowe przeszłam z dobrym wynikiem ;) Gdzieś we mnie wciąż siedzi prymuska i perfekcjonistka, która czuje presję, by robić wszystko bardzo dobrze lub najlepiej, ale zdaję sobie sprawę, że to już nie ten okres, gdy przychodziło mi to bardziej naturalnie. Teraz wyższy poziom działania wymaga większego wysiłku, a na to nie zawsze mam czas, chęci i siły. Good enough też jest ok.

A problem ograniczenia życia towarzyskiego przez dojazdy da się rozwiązać, usuwając dojazdy z równania ;) Planowany remont kolei tylko dodaje deadline’u do planu.

 

„Clearing all the cobwebs and junk out of my head” **

Niezmiennie, od lat powtarzam, że na wiosnę zawsze odżywam. Nie kalendarzowy nowy rok, lecz raczej równonoc wiosenna stanowi dla mnie sygnał do podjęcia działania, wprowadzenia zmian, zaprzestania odkładania różnych planów „na później”. Jakkolwiek nieraz dopada mnie tzw. wiosenne przesilenie, tak jednak słońce, zieleń, natura nieustannie przypominają, że zawsze możesz zacząć od nowa.

Rok 2017, po części planowo, po części przypadkiem, rozpoczęłam motywem naprawiania się. Wizyty u lekarzy nie zawsze były planowane, postanowiłam jednak nie ignorować tym razem sygnałów płynących z ciała. Z jednej strony przyzwyczaiłam się do tego, że mój organizm nieraz „nadreaguje”, dając dyskomfort, lecz jeszcze nie objawy, z drugiej – parę razy okazało się, że jednak realnie coś mi dolega. I lepiej się tym zająć, bo może być gorzej.

Niższa fizyczna odporność wpłynęła także na odporność psychiczną. Comiesięczne chandry z okazji PMSa przybrały parokrotnie postać niezłych zjazdów quasi-depresyjnych (ja wiem, że to nie depresja, nawet w trakcie tych dni miałam świadomość, że to gadka mojego mózgu, a nie rzeczywistość, mam za fajne życie na depresję). Niemniej jednak było to kinda scary i wyraźnie dawało znać, że w mojej psyche jest jeszcze kilka supełków do rozwiązania, kilka niedopieszczeń do przepracowania, parę strachów do oswojenia. Ale jak pisała Carolyn Crane – na tym m.in. polega szczęście, że pozbywamy się ciemności, która się nagromadziła w nas przez lata.***

 

With you it all comes naturally
Lost the reflex to resist
And I could get used to this  
[The Veronicas “I could get used to this”]

Nie mam doświadczenia, jeśli chodzi o związki. Nawet w zwykłych relacjach koleżeńskich czy przyjacielskich zdarzały mi się mniejsze lub większe wpadki, wynikające z mojego nieogarnięcia, niepewności, czy szeroko pojętych negatywnych przekonań. (aczkolwiek – kto nigdy nie dał ciała w relacjach, niech pierwszy rzuci kamień ;) ). Niemniej jednak – trwa to już pół roku, póki co nie zanosi się, by miało się w najbliższym czasie skończyć (tfu tfu tfu odpukać) *__^ Wiele sytuacji, spraw jest dla mnie nowych, uczę się co i jak na bieżąco. Ale jednocześnie – działam na wyczucie, intuicję i też jest dobrze.

W maju zeszłego roku, w trakcie jednego z balfolków, poczułam, że będzie dobrze. Że gdzieś we Wszechświecie jest ktoś, z kim stworzę dobry, fajny, zdrowy związek. Że może go już poznałam, może nie, ale on gdzieś tam jest. Bo wszystko ma swój czas, dzieje się wtedy, gdy jesteśmy gotowi,
I widocznie w końcu okazałam się gotowa ;) Na pewno nie działam idealnie, zdarzają mi się pomyłki, czy jakieś „niedociągnięcia”, niedopatrzenia. Wciąż się uczę, pracuję nad sobą, nad swoimi myślami i reakcjami.

Ale jestem dobrej myśli. I mogę się do tego stanu przyzwyczaić *__^

 

 

*http://gloomytreehouse.tumblr.com/post/43596045996/just-live-by-the-3-cs-of-life-choices-chances

zdjecie –  
http://hookedonhouses.net/wp-content/uploads/2012/09/Beetlejuice-House-set-photos-Tim-Burton-48.jpg

**
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/ab/37/45/ab3745e7fdaa63bcf5f3581a15af4413.jpg

***
http://hymntohope.tumblr.com/post/70386126182

Jedna myśl nt. „”You need to make a choice to take a chance, or your life will never change.” *

  1. Nareszcie jesteś! Brakowało mi Twoich wpisów, jakoś tak pusto w blogosferze. Ale doczekałam się :)

    Gratuluję stałej pracy. Ja nadal tkwię na zleceniach, ale to aktualne jest dużo bardziej obiecujące niż wszystko dotychczas. Więc może i ja jestem wreszcie na drodze do dojrzałości. W każdym razie póki co wierzę w to i daje mi to trochę pozytywnej energii.

    Zazdroszczę Ci, że wiosna tak na Ciebie działa. Chciałabym, żeby i mnie pomogła przywrócić radość życia. Bo czasami mam z tym ogromny problem i nie za bardzo wiem co się wokół mnie dzieje.

    Z tymi relacjami powiem Ci, że sama mam momentami wątpliości, czy sama potrafię stworzyć dobry związek czy przyjaźń.
    W związku wiadomo raz lepiej raz gorzej, ale ja wciaż czuję się nie wystarczająco dobra i mam wrażenie że w ogóle wszystko robię źle. W relacjach koleżeńskich leżę na dnie i pod 10 metrami mułu. I nie wiem już sama, czy znów to moja wina (może jednak tak?) czy to po prostu ludzie na których trafiłam dali ciała/wybrali inne ciekawsze znajomości. Sama już nie wiem, czy ludzie faktycznie mnie zlewają (bo wymówki odnośnie spotkań słyszę na codzień – i to momentami na prawdę idiotyczne), czy to ja nie potrafię zrozumieć, że inni mają własne życie i być może nie ma w nim już miejsca dla mnie. W sensie – kiedyś było, ale byłam wtedy tylko kolejnym „przystankiem” na drodze, a potem poszli dalej.
    Tak myślę co zmienić, bo zazwyczaj zmiany należy zacząć od siebie. Tylko nie bardzo wiem jeszcze z której strony mam to ugryźć :|

Odpowiedz na „~OlkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>