ta notka miała wyglądać inaczej >__<*

 

Najlepsze słowa przychodzą nocą. Tuż przed zaśnięciem, gdy jeszcze balansujesz między snem, a jawą, lecz coraz bardziej przechylasz się w jedną stronę. Gdy już nie chce Ci się sięgnąć po ołówek czy telefon i zanotować tych myśli. „Będę pamiętać rano”, mówisz sobie.

I śnisz o zupełnie czym innym.

Obudziłam się z głębokim westchnieniem – takim pełnym zawodu, smutku. Powód był banalny
– w śnie przyglądałam się Ł., którego uwaga cały czas była skupiona na kim innym – typowa dla mnie historia, nie tylko w snach, ale i w rzeczywistości. Chmurka ta posiada jednak srebrne wykończenie
– mimo pewnego zrezygnowania, z jakim zakończyłam sen, nie czułam się nim przygnębiona. Come what may. Widać nie jest Ł. pisane być dla mnie tym, kim wydawało mi się, że jest – kim pragnęłam, by był. Sama zresztą zauważyłam jakieś dwa tygodnie temu, w trakcie wspólnego powrotu, że ta relacja zaczyna zmierzać w kierunku takiego rodzaju przyjaźni, bliskości, jaka łączy mnie z K. Z jednej strony to cudowne, nie potrafiłam jednak powstrzymać się przed małym grymasem smutku. Cóż, moje pragnienia rzadko kiedy umierają bezboleśnie.

 

… Więc czas wyśnić sobie nowe marzenia. Coś się kończy, by mogło zacząć się coś nowego, lepszego. Jedno marzenie lada moment będzie do odhaczenia (uwierzę, gdy podpiszę ;)), zaś znając moją psyche pewnie prędko znajdę nowy obiekt do wzdychania (a może i pod tym kątem nareszcie przyjdzie kto ma być?) W głowie wciąż kołacze się myśl, że przede wszystkim to ja jestem odpowiedzialna za jakość mojego życia. Jeśli czegoś konkretnego pragnę – weźmy tu odnawiającą się z uporczywością chwasta (*_^) tęsknotę za Bieszczadami – to przecież ode mnie przede wszystkim zależy, czy coś z tym zrobię, do mnie należy decyzja, by podjąć jakieś działania. Jedno wiem już na pewno,( this IS said in stone), nie ma co czekać aż inni się domyślą. Tyle mojego od życia, ile wezmę, szczególnie, gdy to ja wyciągam dłoń.

Coraz łatwiej o tym pamiętać. Gdzieś z tyłu głowy pytać się – czy to jest to, czego chcę? czy, mogąc cofnąć czas, postąpiłabym tak samo? – i odpowiadać w zgodzie ze sobą, jak najczęściej twierdząco. Czasami daje się ponieść emocjom, zdaję się na autopilot, byle do przodu. Czasami świadomie stwierdzam, że brak mi sił, czy chęci by realizować ten ambitniejszy plan. Ale skoro nie mam chęci, znaczy nie potrzebuję tego zaraz-teraz-natychmiast. I to nadal jest ok.

 

*

Po części to kwestia tego czasu w miesiącu, gdy jestem przewrażliwiona. Po części – lekkiego działania na autopilocie, by nie zastanawiać się za bardzo nad niektórymi odczuciami, reakcjami. Przyjrzę im się jutro, wciąż odkładane. Znów wewnętrznie waham się miedzy dwoma skrajnościami: pragnę, by mnie ktoś przytulił, wysłuchał, nie oceniając, zaś z drugiej strony znów chowam się za swój mur dystansu. Na zewnątrz staram się bywać na spotkaniach ze znajomymi, by nie zdziczeć zupełnie ;), jednakże omijam co poniektóre. Chcę bliskości, ale za cholerę nie wiem, wobec kogo będę w stanie się szczerze otworzyć.

 

Z jednej strony znów mam w sobie niepokój, który ciężko jest mi ubrać w słowa, nadać mu kształt, wskazać źródło. Ale są też chwile, gdy czuję, że jest dobrze. Jestem szczęśliwa, lub co najmniej zadowolona z obecnego statusu. Będzie co ma być, będzie, kto ma być. Pilnować swojego nastawienia, bo to ono jest soczewką, przez którą patrzę. A dobro ciągnie do dobra. Więc zwyczajnie nie opłaca mi się zamartwiać na zapas, czy pogrążać w smuteczkach. Coraz łatwiej jest mi wchodzić w ten stan, trudniej go przedłużać. Najważniejsze, że jednak, że umiem to odczuwać i się tym cieszyć ;)

6 myśli nt. „ta notka miała wyglądać inaczej >__<*

  1. A życie to morze, które w większości zabiera. Ale od czasu do czasu wyrzuci coś na naszą plażę i albo to złapiemy albo nie.

    Ludzie przychodzą i odchodzą. Tak naprawdę zostanie w tym naszym życiu tylko kilka osób.

    I czy nie o to właśnie chodzi, żeby szczęście odnaleźć w życiu samemu? Szczęście wyczekiwane, wiąże się z jakimś wyobrażeniem tego kogoś najbliższego. Wyobrażenie z oczekiwaniem czegoś więcej a to oczekiwanie wiąże się z rozczarowaniem, że coś nie tak z tym kimś lub że po prostu nie ma nic.

    Ile ludzi tyle teorii i „lekarstw”. Patrz na siebie i rób swoje. Walcz o marzenia i w niczym nie ustawaj ;)

  2. Też tak mam – bardzo często wieczorem mam genialne pomysły, wymyślam jak rozwiązać jakieś problemy, nagle przychodzi wręcz milion myśli na minute. A rano wyparowują i nie ma po nich śladu.
    Czasem podświadomość płata figle, sny są nadwyraz optymistyczne, albo wręcz przeciwnie – dobijają swoim realizmem. Chyba nawet wiem jak się czujesz z tym odrzuceniem, bo kiedyś to przeszłam. A może nadal przechodzę? I bynajmniej nie mam tutaj na myśli żadnego potencjalnego wybranka serca, bo jestem w szczęśliwym związku.
    Czasem życie nie układa się po naszej myśli, ale nie ma co rozmyślać i się dołować. Ja się powoli tego uczę :)
    Tak jak piszesz – nie opłaca się smucić i zamartwiać. To marnowanie czasu. Trzeba wreszcie pogodzić się z nieuniknionym, a to na co mamy wpływ realizować.

  3. Ostatnio miałam sen tego samego typu. Z jednej strony czułam się cudownie, zwłaszcza wtedy, gdy go śniłam. Ale po przebudzeniu odczucia miałam już inne… I teraz wciąż myślę o tym śnie z uczuciem, że nie powinnam o nim myśleć…

    • nie brak, a życie :) jest, ogólnie, dobrze :) Będzie notka – dzięki za zmotywowanie do tego ;)
      Hello :) Good to see you again :)

Odpowiedz na „~OlkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>