czasem brak mi słów

I just miss you,
in a quite
simple
desperate
human
way.

written by Vita Sackville-West, from a letter to Virginia Woolf

 

Na pewno w jednym serialu, może w kilku filmach, jeden z głównych bohaterów (zazwyczaj On) uświadamiał sobie swoje uczucie do Niej (drugiego głównego bohatera) odpowiadając sobie na pytanie ‘kto jest pierwszą osobą, z którą chcę się dzielić dobrymi rzeczami, informacjami w moim życiu”.

Jeśli to, co czuję to K. mam nazywać miłością, to jest to tzw. storge –  miłość, łagodna, przyjacielska. Pogłębiające się przywiązanie, wzajemna troska (parafrazując:
http://www.charaktery.eu/slownik-psychologiczny/E/1/Eros/
) . Na moje ostatnie rozmkinki i wątpliwości odnośnie relacji ze znajomymi, mniej lub bardziej bliskimi, zdecydowanie ma wpływ fakt, że z K. się dawno nie widziałam.

I tęsknię. Wirtualny kontakt to nie to samo co rozmowa twarzą w twarz, czy nawet zwykły wspólny spacer. Brakuje mi tego, pewne pocieszenie znajduję w tym, że jemu też (choć co – czy raczej kogo – innego ustawił jako priorytet).

 

 

Uważam się za osobę raczej świadomą swoich uczuć, emocji. Znam źródła schematów, nawyków myślowych w jakie wpadam, wiem skąd mi się biorą pewne emocje, co je wywołuje, skąd się biorą takie a nie inne reakcje.

Ale dziś odkryłam, że mój wewnętrzny słownik na opisywanie uczuć jest mimo wszystko wciąż ubogi. Nie wszystko jeszcze umiem dobrze nazwać, użyć dobrego słowa. Czasami to nie szkodzi – bo niektóre uczucia w swojej złożoności wymykają się konkretnym definicjom. A czasami, mimo tego, że nie mam nic przeciwko odpowiedzeniu na zadane pytanie, brak mi słów. I nawet angielski czasem nie pomaga ;)

2 myśli nt. „czasem brak mi słów

  1. Nie zawsze jest potrzeba nazywać wszystkie uczucia, nie zawsze nawet człowiek jest w stanie je nazwać.
    Czasem wystarczy po prostu o kimś pomyśleć i tyle.
    A to zdanie sobie sprawy, że kogoś się kocha – często tak bywa. Tylko najczęściej ciężko jest zrobić ten pierwszy krok, żeby wyjść z friendzona. Bo można stracić przyjaciela… Stracić… Hmm… Tylko co lepsze – mieć przyjaciela, dla którego nie bedzie się dobrze życzyć (no bo jak tu kibicować mu np w kwestiach miłosnych? Nie da się, człowiek zawsze jest egoistą, nie doradzisz mu w uczuciach jeśli sama będziesz coś czuć…). Czy może lepiej zaryzykować i w razie czego zerwać kontakt,… Chyba wolałabym drugą opcję, ale ja zawsze wolałam wiedzieć na czym stoję, stąpanie po grząskim gruncie nie jest w moim stylu, wyrosłam z tego już w gimnazjum ;)

    • Z uczucia do K. zdaję sobie sprawę od dawna, odkąd „wzięło mnie” po raz pierwszy, jeszcze na studiach ;) Tyle, że to uczucie z czasem ulega przemianom – wciąż chcę go i potrzebuję w moim życiu, ale już nie mam ‚parcia’, by było to dzielenie codzienności (mam nadzieję, że rozumiesz, jaką różnicę próbuję ukazać). Nie mam problemu z życzeniem mu szczęścia w związku, bylebym nie została zupełnie odsunięta na bok ;) (ale to też wynika z moich własnych tzw. niedopieszczeń).

Odpowiedz na „~QmandorkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>