listopadowo

* będzie smutaskowo. bo listopad. bo coś się kończy/ skończyło, a nowe nie zaczęło. bo tęsknię jak cholera. bo mi zimno, nie tylko fizycznie. bo czasem trzeba pozwolić sobie na słabość, smutek i skowyt*

 

We are all broken, that’s how the light gets in. [Ernest Hemingway  (via vvolare) (via primul-om)]

            Tęsknota za mężczyzną boli. Boli przede wszystkim strach, że jeśli nawet wyciągnę dłoń, okażę zainteresowanie, to zostanie to odtrącone, nie daj Borze ze śmiechem, co ty sobie wyobrażasz. I ten lęk, sięgający chyba dziecięcych czasów, gdy porzucenie tak łatwo utożsamiane było z końcem świata. Nie jest łatwo. Ale uczuciom nie wytłumaczysz – więc tęsknię. Bo chociaż mój pancerz niezależności jest całkiem porządny – w końcu tyle lat go dopracowywałam, choć nieraz z niewłaściwych pobudek – to jednak nie jest szczelny. Ktoś w którymś momencie włożył palce między zapięcia i powstała szczelina. I wlał przez tę szczelinę odrobinę uwagi, ciepła. And he warmed up this little heart of mine. I teraz są chwile, gdy chciałabym by ktoś dokończył to, co tamten zaczął – ponownie rozniecił żar uczuć, emocji. Dał powód, by znów otworzyć się, zaufać. Poszerzyć wyrwy w murze, w pancerzu – a może nawet się ich pozbyć? Ale mimo wszystko wciąż się boję. Wciąż jestem niepewna. Bo wciąż widzę zbyt mało oznak, by odważyć się zaryzykować. To nie kwestia tego, że on też się obawia, nie jest pewny. To wciąż co najwyżej przyjaźń. Tak, to już jest dużo. Ale zbyt mało, by czasem uciszyć serce.

 

Tęsknota za drugim człowiekiem boli. Niby wciąż obracamy się wśród innych ludzi, ale to czasem jak życie za szklaną ścianą. Twoje życie, moje życie, każdy sobie. Czasem uchylisz rąbka prywatności, opowiesz jakaś anegdotkę, by nawiązać nić porozumienia ze znajomymi z pracy, ale to tylko namiastka kontaktu. To jednak cokolwiek obcy ludzie – a ty już kiedyś podjąłeś wysiłek i ryzyko otwarcia się na kogoś, masz już swoją grupę bliskich, dziękuję bardzo, tyle mi wystarczy. Jednak codzienność, obowiązki – trudno znaleźć wolny czas, jeszcze trudniej zgrać go z wolnym czasem drugiej osoby. Rozumiesz to – rozumiem to – ale mimo wszystko jest cokolwiek przykro, poczucie bycia pozostawionym samemu sobie nie jest miłe.

            Jesień nigdy nie była dla mnie łatwym i przyjemnym sezonem. Przy mojej skłonności do melancholii czy rozczulania się nad sobą jesienna aura, z deszczami, wczesnym zmrokiem i chłodem, stanowi znakomitą pożywke dla objawów tzw. sezonowej depresji, zwanej z angielska SADem (seasonal affective disorder). Znam siebie, swój organizm już na tyle, że wiem, że w tym okresie muszę być bardziej uważna na własne nastroje, by szybciej wyłapać spadki humoru, reagować na tzw. chandrowe myśli – słowem jak w obrazku powyżej: nie pozwolić, by smutne myśli dostały się do środka, by zalały mózg. Mam jednak tzw. tender spots, które – gdy dotknięte – bardzo łatwo przepuszczają smutek do środka.

Jednym z takim punktów jest poczucie odsunięcia, wyrzucenia „poza nawias”. Położyło się to cieniem na moim wyjeździe na Cadansę, choć przyznam, że nie jestem bez winy, pozwalałam, by to uczucie psuło mi humor. Jak zwykle – jeśli masz jakieś oczekiwania i nie zostaną one zaspokojone, to frustracja pojawia się zawsze. Nawet jeśli oczekiwania są cokolwiek niedojrzałe, a frustracja bezcelowa.

Niemożność spotkania z K., Di czy z babińcem też wpływa cokolwiek negatywnie na humor. Obiektywne przeszkody swoją drogą, obawa, ze drugiej stronie nie zależy aż tak – swoją. Wiem, gdzie i które emocje mnie uwierają, na ile są one adekwatne do źródła odczuć. Ale nie wszystko da się samemu załagodzić, zapełnić niedobór. Czasem drugi człowiek jest niezbędny.

Na naszą słabość i biedę,
niemotę serc i dusz.
(.…)

Na czarnych myśli tłok,
na oczy pełne łez
lekarstwem miłość bywa.
Jeżeli miłość jest,
jeżeli jest możliwa.

(…)
Na to, że nic się nie stało,
a zdarzyć miał się cud.

(…)
ratunkiem miłość bywa.
Jeżeli miłość jest,
jeżeli jest możliwa.
(…) 

[ Agnieszka Osiecka ]

                Tęsknię jak cholera za czyjąś uwagą, bycia ważną dla kogoś – niekoniecznie najważniejsza, ale ważna. To nie jest najwłaściwsza motywacja do bycia w związku – więc nic dziwnego, że póki co nic. Emocjonalność szuka potencjalnego obiektu, ale wiem, że to tylko próby zajęcia myśli, nie prawdziwa potrzeba czy uczucie. Podczytuję znów kolejne książki z serii „Obca” i choć zdaję sobie sprawę, że główny bohater to tzw. mokry sen autorki – przystojny, kochający, silny, pełen charyzmy i uroku, słowem zbyt idealny, by był prawdziwy – to jednak jestem cokolwiek pod wrażeniem tego, jak jest opisany na przestrzeni lat związek głównych postaci. Ciągłe, niegasnące pragnienie siebie nawzajem, też pod kątem pożądania, namiętności. Ale głównie w rozumieniu ciągłego wybierania siebie nawzajem, bycia razem, wspierania. Czerpania od siebie wzajemnie siły. Może to rzeczywiście zbyt idealne, by się mogło zdarzyć i teraz, mi, ale mimo wszystko jestem gotowa poczekać na coś, co mi będzie przypominać te relacje, niż zadowalać się substytutem, bo zżera mnie samotność i desperacja. Na tyle siebie znam, tyle o sobie już wiem.

Tak samo jak wiem, że czasem trzeba zająć się sobą, uzupełnić braki, odnaleźć znów w sobie to, co przyciąga innych ludzi, co sprawia, ze jest nam dobrze z samym sobą. Ostatnio znów to zgubiłam  - ale zamiast sięgnąć do środka, próbowałam znaleźć to w oczach, zachowaniu innych ludzi wobec mnie. A że zarazem wciąż mam opory przed proszeniem innych jasno i wyraźnie o pomoc, to wyszło jak wyszło. Więc czas zmienić strategię ;)

2 myśli nt. „listopadowo

  1. Tęsknota zawsze boli. Nie ważne za kim – jeśli kogoś Ci brakuje, to nie umiesz się w pełni cieszyć życiem.
    Rozwalić mur – dobry pomysł, ale zrobiłabym to stopniowo. Dopiero kiedy byłabym pewna osoby.
    Jesień to tak na prawdę trudny czas dla wszystkich. Wielu się do tego nie przyzna, ale tak na prawdę każdy przechodzi tę melancholię i jest jakiś taki smutny bez powodu. Oczywiście nie non stop, ale bywają takie godziny lub nawet dni. Szaro, ponuro i zimno.
    Dla mnie najlepszym lekarstwem jest ” 4 x K”: koc, książka, kakao i kot na kolanach. Wtedy łatwo jest utrzymać dobry nastrój i nie dać się negatywnym myślom.

    Bycie ważną dla kogoś – pomyśl i przeanalizuj, czy na pewno nie jesteś. Przyjaciólka, mama, znajomi z pracy, ktoś z kim co dzień jedziesz autobusem i się uśmiechasz. Swego czasu kumplowałam się z takim chłopakiem, który kiedyś miał silną depresję. Leczył ją dość długo. Powiedział, że nastał już taki moment, kiedy miał wszystkiego dość, chciał rzucić terapię i zamknąć się w 4 ścianach. Czemu tego nie zrobił? Jechał kiedyś tramwajem i wsiadła do niego kobieta (raczej starsza niż młodsza) z niewielkich rozmiarów psem. Ot zwykłym kundelkiem. Psiak podszedł do niego i wtulił mu łeb w kolana. Kumpel nie bardzo wiedział jak się zachować, właścicielka psa chyba zauważyła jego zdezorientowany wzrok i powiedziała mu, że jej pies jest bardzo mądry. Spytała się również chłopaka, czy nie miał przypadkiem złego dnia. I wyjaśniła, że jej pies reaguje tak, kiedy ktoś jest nie w humorze. W ten sposób przekazuje dobrą energię, dzięki temu kolejnego dnia na pewno spotka go coś dobrego.
    Nic nadzwyczajnego się nie zdarzyło, ale kolega dzięki temu zdarzeniu dostał jakiegoś takiego pozytywnego kopa na rozpęd. Nie znał kobiety z psem, ale jednak okazała się ona dla niego ważna, gdyby nie ona być może faktycznie zrezygnowałby z tej terapii. Dziś kończy studia, ma pracę, mieszkanie… i psa ;)

    A odnośnie facetów nie próbuj zmieniać siebie, ani tym bardziej „uzupełniać braków”. Bądź sobą, właśnie to przyciąga odpowiednich ludzi. Szukaj inspiracji i nowych zajęć/hobby, pracuj nad sobą poprawiając i udoskonalając jeszcze bardziej swoje atuty. Ale nie próbuj na siłę przystosowywać się do otoczenia, bo gdzieś po drodze zgubisz siebie.

  2. A wiesz, ostatnio sobie uprzytomniłam, że też zawsze mi taki SAD dokuczał. Latami. Rok w rok w listopadzie wpadałam w melancholię… Nagle, od kilku lat tego uczucia nie pamiętam. Nie wiem, jak to się skończyło. Nie wiem, co spowodowało, że to zniknęło. Teraz to chyba po prostu… nie mam na to czasu. Ale wcześniej, w poprzednich latach też tego nie było. Nie wiem. Może mój Luby mnie tak natchnął optymistycznym podejściem do życia, pojęcia nie mam… Ale tęsknotę rozumiem. I są tacy, za krórymi tęsknić muszę niemal non stop.

Odpowiedz na „~QmandorkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>