„you say that I’m changing, that I’m not just simply aging”

Często skarżyłam się w notkach na brak widocznych zmian. Mimo, że robiłam tzw. baby steps, wiedząc, że takie zmiany zostają na dłużej, to wściekałam się na samą siebie, gdy zdarzyło mi się potknąć i wrócić do starych schematów. Nie mając bardziej widocznych obrazów zmian aż nadto wyraźnie widziałam każdą pomyłkę. Pragnęłam zmian, pragnęłam dorosnąć, pasować do cudzego wyobrażenia jaka powinnam być, które też wtedy brałam za swój własny cel.

Cóż, pomyłki zdarzają się zawsze, szczególnie, gdy emocje wciąż jeszcze mają zwyczaj brać górę.

Ale grunt to wrócić na właściwy tor, nie zniechęcić się potknięciem, nie przekreślać nim starań. Utrzymać chęci i zmotywowanie na takim poziomie, który pcha do działania.

Pamiętnik czy blog stanowią całkiem przydatne narzędzie, gdy chcę zobaczyć gdzie jestem teraz względem przeszłości. Trzy lata temu – wielkie plany i marzenia, które rozbiłam o zbyt długi zjazd w króliczą norę i użalanie się nad sobą. Pierwotny powód, kamyk, który ruszył lawinę, usprawiedliwiał może ze 3 pierwsze miesiące dystansu i niepewności. Ale nie kolejne niemalże półtora roku. Mimo słów przyjaciół, ich uwag, że wciąż się powtarzam i oni już nie wiedzą, co mogą zrobić by pomóc, trzymałam się ówczesnej strefy „komfortu”.

A w międzyczasie, gdzieś po drodze, cała ta chęć zmian, czyjeś dobre słowa i popychanie do zmian, wściek na samą siebie za tkwienie w miejscu  - znów wróciło na powierzchnię i domagało się uwagi.

Więc coaching. Pisanie mgr. Wolontariat w GDOŚ i spotkani tam ludzie. Pierwszy pozytywny błysk, że coś się zmieniło na dobre, rok temu przy pytaniu M. o hobby – mój brak angstu, za to poczucie impulsu do podjęcia działania.

Obrona. Irish sessions. Środowe i piątkowe tańce. Chłopak z Gitarą. Staż. Będzin. I znów pozytywna uwaga M. o zmianach, jakie we mnie zaszły przez ostatni rok (chyba dlatego zauważa wyraźne zmiany, że widzimy się w gruncie rzeczy względnie rzadko – łatwiej wtedy o porównanie, drobne zmiany nakładają się w coś większego).

 

Nadal jest we mnie mnóstwo tzw. angstu, łatwości we wpadaniu w self-loathing czy nastrój smutania i pesymizmu. Choćby dziś pół dnia zmagałam się z myślami, że znów wpadam w schemat zakochiwania się w zajętych facetach (bo bezpieczniej), że i tym razem nic z tego nie wyjdzie i inne tego typu dobijanie się. Ale umiem sobie z tym radzić. Czasem wystarczy jedna pozytywna piosenka, jedno dobre kontr- wspomnienie, czasem trzeba trochę dłużej powalczyć z nawykowymi myślami.

Ale wiem, że już umiem inaczej. Częściej czuję się szczęśliwa, zadowolona z tego, gdzie jestem, co mam, co przeżyłam. Każdą dobrą chwilę, gdy jestem jak najbardziej świadoma tego poczucia szczęścia, chowam w pamięci „na zapas”, na gorsze momenty. Bo wiem, że przyjdą. Ale też wiem, że przeminą.

 

Dostałam mnóstwo dobrych życzeń, pisanych z rozwagą i empatią. Wiele celnych, wypunktowujących to co dla mnie ważne i to, o czym warto pamiętać czy raczej nie-zapominać.
Przede wszystkim chcę umieć realizować te życzenia. Utrzymać poczucie szczęścia, dalej trzymać kontakt, relacje z ludźmi, którym zależy na moim szczęściu i vice versa. Trzymać się z dala od zjazdów w dołki ;)To have a good meaningfull life ;)

3 myśli nt. „„you say that I’m changing, that I’m not just simply aging”

  1. Nigdy nie wpadłem na to, żeby traktować blog, jak potraktowałaś go Ty. Patrząc wstecz wiem, że się nic nie zmieniło. Ale mniejsza.

    Dla chcących zmian jest to wyznacznik wspaniały, punkt zaczepienia. Zmienić podobno można wszystko, wystarczy chcieć. Pamiętaj tylko, żeby nieustannie poszukiwać celów i nigdy się nie zatrzymywać.

  2. Ładnie napisane. Grunt, to zauważyć i nie stać w miejscu.
    Chcąc zmian po prostu wprowadzać je w życie.
    Zazdroszczę. Ja wiem, jak ciężko się zebrać, przestać marudzić i iść na przód. I jeszcze mieć pewnośc, że na pewno robię dobrze. Czasem małe kroki są zapiwiedzą większych, czasem kilka małych kroków prowadzi dalej niż jeden duży.
    Nie warto porównywać się jednak z innymi ludźmi, każdy działa współmiernie do swoich możliwości i chęci. I fajnie mieć przyjaciół, kótrzy wspierają i widzą.
    Mnie trochę brakuje takich.

    • Przykro czytać, że nie masz wokół siebie wspierających osób, czy też tego nie czujesz :( – wiem, jak to jest, z takim poczuciem. Ze swej strony mogę Ci obiecać gotowość do wysłuchania i poświęcenia czasu :) od czegoś można zacząć :)

      Wprowadzanie w życie zmian – dokładnie. Często deklarowałam chęć zmian, ale kończyło się tylko na słowach. A trzeba było zacząć. Jak z pisaniem – najtrudniej było zacząć, potem jakoś kolejne rozdziały „spływały” na klawiaturę :) Ale musi być kamyk do ruszenia lawiny. I to jest ciągła praca – utrzymywać motywację, chcieć działać, chcieć zmian. Miewam wątpliwości, ale (jak gdzieś przeczytałam) – „you can’t steer parked car”. Trzeba ruszyć, nawet jeśli na początku w niewłaściwym kierunku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>