I longed for the sense of belonging

I am going away for a while
But I’ll be back, don’t try and follow me
Cause I’ll return as soon as possible
See I’m tryin’ to find my place
It might not be here where I feel safe
We all learn to make mistakes,

And run from them
From them
With no direction
We’ll run from them
From them
With no conviction

Ostatni miesiąc był cokolwiek psychicznie kiepski. Kilka pomniejszych stresów, po nałożeniu na siebie i podlaniu cyklicznymi humorkami stworzyło iście wybuchową mieszankę. Więc odsunęłam się od znajomych, rezygnując z kilku regularnych spotkań. Nie chciałam, by im się przypadkiem oberwało moim paskudnym humorem.

Paradoks moich ucieczek – z jednej strony odsuwam się, bo potrzebuję od niektórych osób odpocząć, inne chcę chronić przed sobą samą. Ale wciąż i wciąż jest we mnie te cichutkie pragnienie, by ktoś się domyślił, dojrzał, że za postawą „nie chce mi się z wami gadać” kryje się nadzieja, że ktoś przyjdzie, posiedzi obok, przytuli jeśli trzeba. Nie pozwoli się odsunąć, nie całkowicie.

Cichy plus tego paradoksu? zdaję sobie z niego sprawę, tak samo jak z niedomyślności innych ludzi. Znam tylko jedną osobę, która jakimś cudem potrafi przejrzeć mój angst i go rozbroić, bez potrzeby tłumaczenia. Więc nie mam pretensji do tych, co są w pobliżu. A wobec tych, którzy by i pomogli – są na tyle daleko,że się spotykamy już „po fakcie”. Wiem też, że reakcja ucieczki nie jest najszczęśliwszą opcją, odkłada jedynie w czasie zmierzenie się z problemem, choć pozwala na złapanie dystansu i ochłonięcie z emocji. Carousel never stops turning, trzeba grać tymi kartami, co pozostały na ręku.

Więc czas wracać do ludzi, znów wpleść się w cotygodniowy rytm wspólnego przebywania.

Jak zwykle w takich sytuacjach towarzyszy mi odrobina niepewności – czy kogokolwiek mój powrót ucieszy?

 

I’m just one of those ghosts
Traveling endlessly
Don’t need no roads
In fact they follow me
And we just go in circles

Now I’m told that this is life
Pain is just a simple compromise
So we can we get what we want out of it
Someone care to classify
Broken hearts and twisted minds
So i can find, someone to rely on,

And run to them
to them
Full speed ahead
Oh you are not
Useless
(…)

Przygarnięcie mnie przez ekipę na weekendowy wypad – czy może dokładniej odpowiedź jednej z osób na moje podziękowanie (cała przyjemność po ich stronie ;) )  - i trafiło mnie right in the tender spot. Każde takie, można by powiedzieć: bezwarunkowe, przyjęcie do grupy z jednej strony cholernie mnie cieszy, a z drugiej zawsze jednak jest popsute (my fault) lekkim ziarnem niepewności jak długo to potrwa.

Br. na twarzoksiążce co nieco pisze o planowanym wypadzie w góry. A mnie w odpowiedzi męczą sny o poczuciu odrzucenia. Sama odpuściłam nieco, nie szukałam na siłę kontaktu. Ale to nadal co jakiś czas boli. Wiem, że przestanie. Ale jeszcze nie dziś.

We are just

Misguided ghosts
Traveling endlessly
The ones we trusted the most
Pushed us far away
And there’s no one road
We should not be the same
But I’m just a ghost
And still they echo me
They echo me in circles. [ Paramore Misguided ghosts ]

GA Maggie Pierce I might me too good at being alone

I did my lessons. Nauczyłam się nie zmuszać, odpuszczać sobie i innym. Pozwalać, by ktoś odsunął się, bo było dla niego zbyt blisko, ale wciąż pozostaje w granicach mojej orbity. Nauczyłam się nie strzelać fochów, respektować cudze życia osobiste, inne priorytety i wynikający z tego brak czasu dla mnie right now. Znalazłam różnicę między byciem samą a samotną i jak trzymać się tego pierwszego nie popadając w drugie.

Ale czasem zastanawiam się, czy gdzieś nie poszłam za daleko.

Nauczyłam się trzymać na dystans, być ostrożną. Sytuacja z Chłopakiem z Gitarą pokazała mi, że jest to spora odległość. Ja mówiłam as much as I could at the time, dla niego tgo było as little as possible.

Nauczyłam się nie potrzebować, niemalże nie chcieć związku. Ale gubię się w interpretacji gestów z tzw. szarej strefy, wciąż zdarza mi się nadinterpretować czyjś bardzo przyjazny (ale nic poza tym) gest.

Nie jest idealnie.

 

Ale mimo wszystko jest chyba wystarczająco dobrze.

Jedna myśl nt. „I longed for the sense of belonging

  1. Tak, stresy zawsze przychodzą conajmniej parami. Jak na ironię. Jak już stres to na całego.
    Też się wielokrotnie w takich sytuacjach odsuwam. Ale nie po to, żeby ktoś się pchał na siłę. Tero uczucia nie znam i nie rozumiem.
    Jak chcę być sama to chcę być sama, jak chcę żeby ktoś się ze mną spotkał to chcę się spotkać. Inna sprawa, że jak ktoś mi 2 razy odmówi, to już nie próbuję, czekam aż sam się odezwie i ogarnie, bo też nie chcę się narzucać. Czasem (a nawet często) ludzie nie powiedzą wprost, ze nie chcą utrzymywać bliższych relacji, więc po co im utrudniać?

    A związki – cóż człowiek to zwierzę stadne. Kogoś koło siebie mieć musi. Nie koniecznie miłość, ale przyjaciela, kolegę, kumpelę. A z miłością samą w sobie to jest bardzo różnie. Teraz wydaje Ci się że czegoś chcesz/nie chcesz, a w zależności od sytuacji może zmienić się wszystko. Skoro nadinterpretujesz, to nie wmawiaj sobie, że dobrze Ci samej. Bo chyba jednak na dłuższą metę czujesz, że to nie jest super rozwiązanie.
    Wszystko kwestia szczerości wobec samej siebie. Też nie warto popadać w paranoję i szukać na siłę. Sama z resztą nie wiem co lepsze, żadne rozwiązanie nie jest łatwe. Ale kto powiedział, że w życiu będzie łatwo?
    Problemy są po to, żeby je rozwiązywać, tylko wiele oddałabym, żeby umieć się nie stresować/załamywać trudną sytuacją.

Odpowiedz na „~CiurkotAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>