Ain’t it fun? living in a real world

Półtora roku temu, w okolicach ćwierćwiecza, miałam niezłą fazę na dorastanie. Bliskość i cyferka urodzin prowokowały swoiste poczucie winy, że nie spełniam niepisanych wymagań kulturowych/ społecznych – bez pracy, z niedokończonym magistrem, bez faceta, reagująca emocjonalnie jeszcze trochę niewspółmiernie do bodźca. Ale jeden z komentarzy Consa dał mi nieco do myślenia – dlaczego chcę dorosnąć? co jest moją motywacją, o co mi w tym chodzi?

Od trzech tygodni jestem na stażu w urzędzie, tam, gdzie planowałam zdobywać doświadczenie. Wciąż jeszcze przestawiam się na codzienną rutynę wczesnego wstawania po miesiącach luzu na bezrobociu, szczególnie, że często wracam dość późno domu, zaliczając w międzyczasie spotkania ze znajomymi czy inne interesujące eventy. Tak więc jest praca, magister obroniony kilka miesięcy temu, nad emocjonalnością pracuję „dla samej siebie”, z „parcia na związek” się też ‘wyleczyłam’, wierząc, że „będzie co ma być” i otwierając się po prostu na innych ludzi.

Czyżbym dorosła? ;)

2 myśli nt. „Ain’t it fun? living in a real world

  1. Każdy dorasta i dojrzewa w swoim tempie. Osiągnięcie tego czy tamtego nie jest wyznacznikiem dorastania.
    Znam wiele osób bez magistra, a jednak dojrzałe i odpowiedzialne.
    Gratuluję stażu. Mam nadzieję, że zostaniesz tam dłużej, zawsze doświadczenie i jakaś kasa wpadnie. Wiadomo, w firmie państwowej niewielka, ale zawsze coś. Jakiś krok do dalszej kariery zawodowej. Zazdroszczę. Ja po stażu zostałam wykopana i póki co do tej pory nic stałego nie mam. Zlecenia zleceniami, ale ile można? Sama rozumiesz ;)
    A teraz to wiesz pewnie jak to jest – idąc na rozmowę jestem skreślana w przedbiegach. No cóż, kto zatrudni ciężarną? Ogólna niechęć, panika, przeświadczenie, że „ciąża to choroba”. I tyle w temacie.
    Parcie na związek – fakt to nie ma sensu. Nic na siłę. Ale jeśli już kandydat się pojawia w polu widzenia, to bym nie odpuszczała. A nóż? Najwyżej nie wyjdzie. Masz coś do stracenia? Ewentualnie czas. Ale to też nie nazwałabym go totalnie straconym, bo co spędzisz miłe chwile to Twoje :)

  2. hah… za każdym razem podpisuję się inaczej, raz starym nickiem raz nowym… muszę się wreszcie ogarnąć…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>