„Be the change you wanna see in this world”

 

Ostatnio znów dopadła mnie zazdrość. W pierwszym odruchu – o Chłopaka z Gitarą. Że ona lepsza, fajniejsza, lepiej tańczy etc., etc. Ale po zeskrobaniu tej wierzchniej warstwy, która wynika z mojej niepewności i bezradności wobec cudzych wyborów (etc., etc. ;) ) dotarłam do sedna tego uczucia.
I nie chodzi o ChzG, bo życzę mu jak najlepiej, nawet jeśli jego szczęście nie jest związane ze mną.
Czułam zazdrość o JEJ pewność siebie. Nieprzejmowanie się światem i jego opinią, odwagę bycia sobą, ze wszystkimi humorkami jakie za tym idą. Zazdrościłam jej, bo też tak chcę. W końcu przestać się przejmować, co ludzie powiedzą, co sobie pomyślą. People who matter will stay no matter what.

 

Nadal zdarza mi się iść starymi koleinami – czekać, aż druga strona się domyśli o co mi chodzi (powodzenia, zdążę chyba wpierw osiwieć), gryźć się w język, by nie powiedzieć czegoś niewłaściwego (pytanie – niewłaściwego wg kogo?) i jednocześnie mieć do siebie samej pretensje, że nie jest tak, jak bym chciała, że źle się czuję w swojej skórze po takich sytuacjach.

Cóż, zmiany trwają. Ponoć skuteczna zamiana starego nawyku na nowy, czy w ogóle wprowadzenie nowego nawyku, zachowania, trwa około miesiąca systematycznego powtarzania. Just be patient.

 

Wiem, jak to jest, gdy próbuje się nagiąć świat do siebie. Niejako zmusić innych, by sami wychodzili z inicjatywą, chcieli dbać o mój tzw. wellbeing, a sytuacje rozwiązywały się wg mojego widzimisię. Tyle czasu, tyle energii, a wiadomo na jaki wynik jest skazana taka walka.

Ale lepiej późno niż wcale.

Jestem o kogoś zazdrosna? Przekierować energię tej emocji na motywację do improving myself (zamiast dołowania się i wyszukiwania wad). Samej podejmować inicjatywę, jeśli chcę, by coś się zadziałało, przypominać się innym ludziom, jeśli chcę by o mnie pamiętali. Stres przed ważną rozmową, egzaminem zmienić w determinację do osiągnięcia celu (wszak stresuję się, bo mi zależy).

Nie nagnę świata do mojej woli.

Ale mogę zmieniać samą siebie, swoje otoczenie, swoje zachowania.

 

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz śmiałam się z dziewczynami z Babińca, czy z harc-znajomymi. Na którejś imprezie urodzinowej? Rok temu? Brak kontaktu też tu oczywiście gra rolę, ale nie tylko.

Ostatnio śmiałam się w środę. Czyjś uroczy gest i skojarzenie z nim związane. Taniec aż do zadyszki (trzeba popracować nad kondycją ;) )w atmosferze pełnej uśmiechów.

Jesteś wojownikiem, Clarice. Możesz być tak silna, jak tego chcesz. (…)
Brzydziła się zamiarami Masona. Brzydziła się cichym przyzwoleniem na to ludzi, którzy przysięgali strzec prawa. Taki jest ten świat.

Świat nie musi być taki na wyciągnięcie moich ramion.

Zdała sobie sprawę, że stoi na stołku w garderobie i wyciąga do góry ręce.”
T. Harris Hannibal (pogrubienie własne)

K. znów zauważa, że za dużo myślę, nadinterpretuję, analizuję. Zgadzam się z nim, sama to widzę. Więc czas działać. W końcu wiosna, a ja z wiosną ZAWSZE odżywam na nowo.

3 myśli nt. „„Be the change you wanna see in this world”

  1. Sam się zawsze zastanawiałem nad tym wszystkim, że jak się chce zmienić, to próbuję. Często z marnym skutkiem. Nie wiem, czy to za mało determinacji czy są rzeczy, których zmienić się nie da. I nawet jeżeli by się zmienić coś udało, to co by było, gdyby mi się jednak nie spodobało, a ciężko powrócić by było :)

    być może sedno w tym, że jesteś taka, że analizujesz, za dużo myślisz. To może być ciężkie do zmiany. Dla jednych to wada, dla innych zaleta. I może właśnie w zaletę można to przekuć :) Tylko cóż ja mogę wiedzieć, bo sam raz z tym walczę, raz czuje z tym fantastycznie.

    • cóż, analiza, rozkminianie to coś, na co już kilka osób, już dobre parę lat temu zwróciło mi uwagę. Coś, co próbuję wziąć w ryzy właśnie od tych dobrych paru lat. Z różnym skutkiem o_O
      Tak jak u Ciebie – czasem mi to nie przeszkadza, a czasem nadmiar myśli sprawia poważny problem. Uważam, że „in my case” warto trzymać myśli na smyczy w sytuacjach, gdy mogą się one obrócić przeciwko mnie – gdy zamartwianie się, analizowanie możliwych scenariuszy i próby zrozumienia (bez pytania drugiej strony) o co chodziło blokują mnie przed działaniem, podjęciem decyzji „co dalej”. Jeszcze wpadam w ciąg nad-analizowania, jeszcze nie umiem wyhamować przy pierwszych oznakach. Ale każde potknięcie jest już coraz wcześniej :)
      Odnośnie przekucia w zaletę – wiele ofert pracy, na które odpowiadam, ma w wymaganiach „umiejętność analizy”. Więc widzę jakąś możliwość, szansę zaprzęgnięcia myśli do konstruktywnej pracy :)

  2. Czasem „iść starymi koleinami” wcale nie jest źle. Wiesz czego się spodziewasz i jednocześnie nie zmieniasz siebie dlatego, że otoczenie tego wymaga. Powiedziałabym, że w wielu wypadkach jest to pozytywne – pozostajesz sobą bez względu na to jakie masz naciski z zwenatrz. Uważam, że nie warto się na siłę dla nikogko zmieniać – ktoś ma Cię akceptować taką jaka jesteś, a nie taką jaką udajesz.

    Jeśli chodzi o to niedołowanie się to akurat się zgodzę. Jeśli nie wyjdziesz z inicjatywą, nikt tego nie zrobi za Ciebie, wykluczenie stresu na rzecz determinacji – również pozytywne. Ale odnośnie przypominania się ludziom… czy ja wiem? Jeśli maja o Tobie pamiętać, to nic na siłę. Jeśli komuś nie zależy, to po co się przypominać? Jeśli sam się nigdy nie odezwie, nie zaproponuje spotkania, nie spyta co słychać, to jaki sens utrzymywać na siłę jakiś kontakt, który i tak się rozleci, kiedy Ty będziesz mieć problem/whatever – cokolwiek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>