„Say something, I’m givin’ up on you”

7.02.

Blog miał być w tym roku zapisem zmian na lepsze. A pierwsze, co zapiszę tu, jest raczej potknięciem, powrotem do schematów niż krokiem ku nowemu ;| Chociaż… Tym razem dość szybko uświadomiłam sobie, że idę w schemat. I weszłam w niego z pełną świadomością – oraz brakiem pomysłów (ale i chęci, bądźmy szczerzy) na inne zachowanie w zaistniałej sytuacji. Więc może jakaś zmiana jednak jest? Jak dotąd uświadamiałam sobie według jakich mechanizmów postępuję dopiero gdzieś „w połowie” całego procesu, lub nawet i „po fakcie” („racja, I did it, again”). Reakcje były odruchowe. Tym razem wybrałam, że właśnie tak się zachowam.

 

A jak się zachowuję? Ponownie się odsuwam od innych, nie inicjuję kontaktu, zamykam się w sobie. Od jakiegoś czasu kipi we mnie rozżalenie, poczucie odrzucenia/ odstawienia na boczny tor, wymieszane z chęcią bycia przytuloną, jak również i frustracją, że nie ma(m) nikogo, do kogo chciałabym i mogłabym się przytulić, poczuć trochę tego namacalnego wsparcia. Ale nie mówię na głos o tych emocjach, nie dzielę się nimi. Z jednej strony – bo cóż na to można poradzić? narzekanie nie zmieni sytuacji, a nie jestem pewna, czy czuję się na tyle odważna (hello again lęku przed odrzuceniem, porażką), by dać znać tym, wobec których czuję rozżalenie, że chciałabym, by się trochę bardziej zaangażowali w relację. Z drugiej zaś strony – odczuwam niechęć przed zwierzaniem się pewnym osobom. Nie mam ochoty słuchać kolejny raz nadmiernej krytyki na mój temat. Jasne, przyjaźń nie polega na tym, by się jedynie głaskać po główkach, och i ach jakie my cudowne, ale też nie przesadzajmy. Sytuacja nie jest dobra już jakiś czas, moje dalsze przemilczanie raczej jej nie poprawi. Więc głęboki oddech, mieć w głowie zapamiętane co jest sednem problemu i porozmawiać. Pasywno-agresywne zachowania (które mam w repertuarze) tu nic nie dadzą, zresztą nie to to też chodzi, by kultywować szkodliwe (m.in. dla mnie) zachowania.

 

Chodzenie na IS stanowi w kontekście angstu „my old friends don’t care enough” swoiste ‘utrzymywanie się na powierzchni’, nie pozwalanie, bym całkowicie zjechała w czarną dziurę. Wchodzę w towarzystwo z „czystą kartą”, dopiero poznaję innych i sama daję się poznać. Mam możliwość uzyskania świeżej, odmiennej reakcji na moje zachowania, jak również mogę wchodzić w te relacje świadomie, nie wykorzystywać negatywnych schematów. Nie mam tu na myśli kreowania się, pokazywania „tylko dobrej strony”. Chodzi mi o to, by nie popełniać dotychczasowych błędów. Specyfika spotkań pokazuje też mi, że inicjatywa leży w równej mierze po mojej stronie. Czy przyjdę, czy sama zainicjuję kontakt. I o ile w „starych” relacjach mam problem z tym, że to ja pierwsza zwykle proponuję kontakt, spotkanie (ile można być jedyną aktywną stroną?), tak tu, na IS, (jeszcze ;)) mi to nie przeszkadza.

 

dziś

 

Kwestia „zgniłego jaja” nadmiernego krytykanctwa, zamiast zostać rozwiązana we wtorek, wybuchła mi wczoraj w twarz. Więc były emocje na wysokim poziomie. Był wkurw, płacz i smsy z prośbą o pomoc w pozbieraniu mnie z powrotem do kupy, bo się rozkleiłam z żalu i wściekłości.

Dziś jest przede wszystkim smutek, że znów nie rozumieją mnie osoby, które powinny być mi bliskie. Już przechodziłam przez próby wytłumaczenia o co mi chodzi, gdzie leży problem, mam za sobą porażki na tym polu, ale i drobne sukcesy. Ale czuję się zmęczona tym, że muszę znów walczyć o zrozumienie, że czuję się zmuszona znów bronić swojego prawa do tego, jak się czuję. Nie zamierzam zupełnie odpuszczać, ale nie zamierzam tkwić w dotychczasowym układzie. Something’s gotta change. Więc przedstawię swój punkt widzenia, tak jak odczuwałam sytuacje. Może uda mi się dotrzeć, przekazać o co mi chodzi, zostać zrozumianą. We’ll see.

 

Wiem, że nie jestem idealna (kto jest?). Sama widzę, że są aspekty, nad którymi przydałoby mi się popracować, by poprawić swój komfort życia. Najprościej (ale i zarazem bardzo trudno) jest zmieniać samego siebie, zamiast próbować nagiąć otoczenie do swoich życzeń. Ale też trzeba umieć rozeznać, kiedy dobrze się zmieniać, a kiedy lepiej odpuścić.

3 myśli nt. „„Say something, I’m givin’ up on you”

  1. Nie będę dziś wchodzić w polemikę, ale powiem Ci jedno – Einstein miał rację. Szaleństwem jest robić wciąż to samo i spodziewać się nowych rezultatów. Jedyna droga do zmiany to przełamać schemat.

  2. Odsuwanie się od innych to chyba nie jest jednak dobre rozwiązanie. Ludzie, którzy będą inicjować kontakt z Tobą w końcu dadzą za wygraną, jeśli z Twojej strony nic nie będzie. Ja sama też miałam takie znajomości, które poprostu się rozpadły (niby bez żadnej przyczyny). Ja myślę, że nie warto palić za sobą mostów.
    Nie wiem co to jest IS (albo jestem nie w temacie, albo jestem ciemną masą która nie potrafi rozwinąć skrótu – ale wybacz, mam prawo bo jestem blondynką :P )
    Jeśli nawiązywanie nowych znajomości nie jest dla Ciebie trudne to jest to bardzo pozytywne. Zbierasz grupe i idziecie całą „watachą” np na imprezę. Zazdroszczę, ja nie potrafię być aż tak bardzo otwarta i dlatego też nie mam za bardzo np towarzystwa na imprezy :/ Czasem mi tego brakuje, bo nie mam nawet z kim wyjść do klubu.
    A odnośnie zbyt moznego krytykowania siebie -to niezdrowe. Oczywiście krytyka jest ważna i dobrze jest umieć zobaczyć swoje własne błędy, ale nie powinno się „przeginać”, bo tylko sama siebie wdeptujesz w glebę.
    Ogólnie jak będziesz chciała pogadać to pisz/dzwoń ustawimy się jakoś ;)

    • Odsuwanie się na takiej zasadzie, jak to dotąd robiłam – czyli foch, zdystansowanie się bez słowa plus zacietrzewienie w swoich urażonych uczuciach – nie jest dobre czy zdrowe, zgadzam się. Nie mówię, że się zupełnie zamykam na kontakt – jeśli ktoś wyciągnie dłoń, to ją ujmę. Ale jestem zmęczona byciem tą osobą, której zależy bardziej, która się stara, by się spotykać (nie odnoszę tego do babińca, tam akurat inne osoby grają rolę inicjatorów, mam na myśli inne grupy znajomych). Jak kiedyś pisałam – czasem sposobem, by nie utracić kogoś ze swej orbity, jest mu pozwolić na taką odległość, jaką chce.

      skrót IS się pojawił dopiero teraz, sama wymyśliłam, więc masz prawo nie kojarzyć :) sama mam notorycznie problem z rozwijaniem skrótów >.<, czuj się usprawiedliwiona. Chodzi o Irish Sessions – spotkania z sympatykami muzyki irlandzkiej :)

      Propozycja bardzo miła, chętnie skorzystam, odezwę się na fb :) w marcu będę często w Warszawie, więc na pewno się uda zgadać jakiś termin :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>