„listopad to zbiór poniedziałków z całego roku” [kwejk.pl]

„Clay lies still, but blood’s a rover;
Breath’s a ware that will not keep.
Up, lad: when the journey’s over
There’ll be time enough to sleep.”
[A. E. Housman, IV. Reveille]

Bezruch, bezradność, bezwład. Kilka słów, których znaczenia nie znoszę, szczególnie, gdy się mi przytrafiają. Słowa, które krępują ręce, grzebią własną decyzyjność, ściągają w dół. Szczególnie łatwo teraz, w listopadzie, przy coraz wcześniejszym zmroku, ciemność ma łatwiejszy dostęp do tych spraw, które martwią, które spychamy gdzieś w kąt.

Ale od dna można się odbić.

Ciemność rozproszyć światłem.

Sprawy rozwiązać. Zadawać pytania, szukać odpowiedzi.

 

 

„glina to bezruch”

Siedzenie w domu, nawet jeśli cokolwiek produktywne (pisanie sami-wiecie-czego) nie działa na mnie dobrze. Nie narzuciwszy dniom struktury, czegoś więcej niż ramowy plan, łatwo o lenistwo, demotywację i poddanie się negatywnym myślom, czy angst na samą siebie i świat, że jest jak jest, wolałabym inaczej, ale coś słabo mi idzie robienie, by było inaczej (i znów angst, ze się za mało staram).

Ech…

Całe szczęście, że rozmyślania przerywam, a poddawanie się myślom zamieniam na zapisywanie ich w nieco lepszej formie i w bardziej pożądanym temacie. Na niską produktywność i zżymanie się z tego powodu jeszcze nic porządnego (niestety) nie poradziłam. Ale jak to mówią – cuda robimy od razu, na rzeczy niemożliwe trzeba trochę poczekać.

 

Rozmowa pomaga. Tak jak zapisywanie planów, pomysłów. Te ostatnie zarzuciłam jakiś czas temu (why? I can’t recall), co wydaje mi się być wystarczającym współpowodem mojego aktualnego miotania się, pewnego rodzaju niepokoju i niewiedzy. Wiedziałam, ale nie zapisałam i zapomniałam. A w międzyczasie oddaliłam się od samej siebie, wpadając BTW w stare koleiny, że nie wychodzi mi przywołanie ‘od ręki’ pomysł w stylu „co dalej, o co mi chodzi, którędy teraz”. Nawet jeśli one gdzieś tam we mnie są.

Czas poszukać. Ewentualnie dopisać nowe. Ponoć nawet naukowo dowiedziono, że łatwiej jest się trzymać planów, skuteczniej się je realizuje, jeśli się je ma gdzieś zapisane. Bo ze szczegółowe rozpisanie pomaga w realizacji, to wiem, zwłaszcza, że jestem typem osoby, której szybciej idzie praca z instrukcją/ harmonogramem pod ręką.

 

Przełom miesięcy sponsorowały słowa takie jak: stres, miotanie się, panika, porażka, zwątpienie oraz wsparcie i docenienie wsparcia. Mogłabym powiedzieć – po fakcie, znając wynik naboru na stanowisko pracy – że miałam rację, że cały ten stres i panika przed to była próba poinformowania mnie przez mój organizm, że to zły pomysł, że nie powinnam. Jest to jedna z dróg interpretacji. Ja jednak obstaję przy tej, gdzie była to raczej manifestacja tego, że mi zależało, że bardzo nie chciałam skrewić, a nie czułam się wystarczająco przygotowana (good enough), by być pewna dobrego wyniku. Gdy bardzo boisz się porażki, wolisz czasem nie podejmować próby. Wtedy nie ma żadnych szans, że ci się nie uda, nikogo właściwie nie zawiedziesz, bo porażki brak.

Ale w którymś momencie zaczynasz widzieć samo niepodejmowanie prób jako porażkę. W końcu przecież szansa na powodzenie to teoretycznie aż 50%, a to przecież dużo. Masz poczucie, że coś cię omija, na twoje własne życzenie, przez twoje własne obawy i decyzje. Przeszkadza ci to – choćby z trywialnego powodu, że od ciągłego słuchania zewsząd „you can do it! go for it!” zaczynasz (niemalże jak przez osmozę) nasiąkać przekonaniem, że możesz, że warto próbować, w końcu porażki to też nauka.

Czasem trzeba zrobić krok do tyłu – to się wtedy nazywa rozbieg ;)

Zgodnie z sugestią K., jak również i własnego organizmu, zrobiłam sobie przez jakiś czas wolne. Na kilka dni porządnie zwolniłam, przynajmniej pod tym względem zadbałam o siebie, że nie wymagałam od siebie dużo, nie przymuszałam się do pracy. Potrzebowałam tego. Jedyne, co mogłam wtedy zrobić cokolwiek lepiej, to skorzystać z tamtego „czasu dla siebie” i poszukać odpowiedzi, spisać plany, wnioski z poniesionych porażek. Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

 

 

krew to włóczęga”

Krew póki co stygnie. Staram się nie poddawać jesiennej chandrze, ukrócam negatywne myśli i przypominam sobie, że mam zadanie do wykonania. Negatywna motywacja lepsza niż żadna motywacja. Romansowo bez zmian, kilka nawyków trzyma się mocno, ale pracuję nad ich wykorzenianiem. Idzie zima. Pozwalam, by ten niepokój, jak cały czas krąży w moich żyłach, uspokoił się, zapadł w coś na kształt letargu. Nie jestem fanką zimy i choć coś we mnie cały czas krzyczy „rusz się, zrób coś”, to nie zamieniam tego na wędrówki, czy jakieś wyjazdy, czy inne spontaniczne lub pełne zaangażowania czynności. Jedynym ujściem póki co jest pisanie. Chwilowo nie czuję się wystarczająco „na siłach”, by samej realizować niektóre z zainteresowań. Jasne, że brak towarzystwa nie powinien mnie blokować (w końcu na pokazy NTL chodzę ostatnio sama), tego jestem świadoma, ale chyba jeszcze jestem w fazie dawania sobie przestrzeni pod tym względem. Nie zmuszać się do czegokolwiek.

Pogubiłam się trochę i potrzebuję przede wszystkim poukładać sobie „wszystko” jeszcze raz.

Jedna myśl nt. „„listopad to zbiór poniedziałków z całego roku” [kwejk.pl]

  1. I takie zapisywanie sobie wszystkiego pomaga? Łatwiej jest się zmobilizować?
    To może i ja powinnam taką listę przygotować.
    Bo podobnie i na mnie działa jesień, szczególnie ta teraz, bo wczesna słoneczna jest radosna. A teraz przychodzą takie dni, że człowiekowi kompletnie nic się nie chce, najchętniej by spał, albo pojechał do krajów wiecznie słonecznych, gdzie może odpocząć od tego co u nas za oknem.
    Zimy też nie lubię, jest dla mnie taka szara i ponura, a w dodatku zimno. Magii Świąt też nie czuję, jak człowiek dorasta i wie już, że Mikołaj nie istnieje, to kompletnie traci się „to coś”. Ostatnio podobają mi się różne motywy zimowe (nie świąteczne), ale te delikatne – śnieżynki, wszystko białe… Jedynym plusem zimy są dla mnie sanki i przepiękne ozdoby na Nowym Świecie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>